ZAKŁAD WYLĘGU DROBIU - T.A. Sztuder s.c.
ul. Parkowa 4A, Pław, 66-615 DĄBIE
tel. (068) 383 25 14, fax. (068) 383 99 50
www.modernhatch.eu
- Nasza działalność zaczęła się od małego zakładu wylęgu gęsi, którym kierowała mama -
przyznaje Tomasz Sztuder (fot. Paweł Janczaruk).
Zakład wylęgu drobiu z Dąbia zajął 3. miejsce w grupie firm średnich w drugiej edycji konkursu
Lubuski Lider Biznesu. Co dziesiąty kurczak w Polsce pochodzi z firmy braci Tomasza i
Andrzeja Sztuderów. A niebawem będzie ich jeszcze więcej, bo rozpocznie się budowa
największej wylęgarni drobiu w kraju.Przejeżdżając przez wieś Pław w gminie Dąbie mijamy
zakład wylęgu drobiu. Wydaje się być niewielkim interesem dwóch braci z Zielonej Góry.
Tymczasem pozory mylą. A wszystko zaczęło się w 1991 roku w Krośnie Odrzańskim.
- Zaczęliśmy od gęsi. A właściwie to zaczęła nasza mama Zofia. To była mała firma -
opowiada Tomasz Sztuder. - Sześć lat później powstał zakład w Pławiu. Studia kończyłem na
marketingu i zarządzaniu w Zielonej Górze i budowałem ten obiekt. Brat mechanikę skończył w
ówczesnej Wyższej Szkole Inżynierskiej. Razem postanowiliśmy rodzinny interes
poprowadzić. Choć zaczęli od gęsi, przestawili się na produkcję kurczaków. Z czasem
zaczęły powstawać kolejne zakłady w Dzierżoniowie w woj. dolnośląskim, Wijewie w woj.
wielkopolskim oraz w Drezdenku. Nowoczesna produkcja piskląt brajlerowskich wymaga
doskonale wyposażonych zakładów. Właściciele rozumieją to doskonale, dlatego nie szczędzą
pieniędzy na profesjonalny sprzęt czołowych firm światowych.- W tym roku chwalimy się 60
mln wylężonych piskląt, ale za dwa lata będziemy mówić już o 100 mln - dodaje Sztuder. W
tym roku rozpoczyna się bowiem budowa największego zakładu wylęgu piskląt w Polsce.
Jego uruchomienie ma nastąpić w pierwszym półroczu 2011 roku. Stanie on w okolicy Opola.
Dlaczego akurat tam?

> Kilka słów o nas... > W-ce Mistrz Kraju Agroliga 2009 > Lubuski Lider Businessu 2010 > ZWD SZTUDER SPONSOREM
Projekt i wykonanie
k.j.kuczynski@gmail.com
- Bo w tym regionie mamy dostawców jaj, które wozimy do nas, a potem z pisklętami znów jedziemy w Opolskie, gdzie jest
chłonny rynek. Budując tam zakład, ograniczymy koszty przewozów - wyjaśnia T. Sztuder.
- A nie jest to prosta sprawa. Samochody muszą być odpowiednio przystosowane, w pełni klimatyzowane, z zapasowymi
agregatami, silnikami. By grzać czy chłodzić przez cały czas. Aż 110 tys. piskląt jedzie w tirze. Trzeba zapewnić stałą
temperaturę we wnętrzu. A czasem podróż daleka, np. do Mołdawii pisklęta jechały 52 godziny przy 35 stopniowym upale na
zewnątrz. Firma jest ceniona na całym świecie. Także dlatego, że regularnie poddaje się kontrolom m.in. przedstawicielom
Wielkiej Brytanii, Holandii i zdobywa certyfikaty jakości. Dzięki temu jako jedyny zakład w Polsce dostarczają pisklęta do
kontrahentów w Niemczech. Nasze kurczaki jedzą też Duńczycy. Ale można je też kupić w Zielonej Górze...
Właściciele firmy podkreślają, że ich sukces to nie tylko nowoczesne zakłady, sprzęt, lecz przede wszystkim zatrudnieni
ludzie, specjaliści wysokiej klasy. Nic dziwnego, iż firma zdobywa liczne laury. W ubiegłym roku przyznano jej tytuł
wicemistrza krajowego w kategorii firmy w XVII edycji Ogólnopolskiego Konkursu Agroliga. Nagrodę w Belwederze
właścicielom wręczali i gratulowali m.in. prezydent RP Bronisław Komorowski i zastępca prezesa Agencji Rynku Rolnego
Lucjan Zwolak. Tomasz Sztuder został też odznaczony przez wiceministra Mariana Zalewskiego Honorową Odznaką
"Zasłużony dla Rolnictwa". Skoro tyle piskląt wokół, czy właściciele mają jeszcze ochotę na filet z kurczaka?
- Bardzo lubię dania z drobiu, jajka. Nie nudzą mi się, bo jest tyle możliwości - przyznaje Sztuder.
Obecnie firma zatrudnia 60 osób. I rozwija się z każdym rokiem. Ale nie zawsze było tak optymistycznie. Rok 2007 nie był
najlepszym. Wszędzie straszono ptasią grypą. Ludzie przestali kupować drób. Ale tylko na chwilę, więc szybko sytuacja
wróciła do normy. Firma od początku swej działalności wspomaga też potrzebujących wsparcia. Są to m.in. miejscowe
szkoły oraz domy dziecka.
- Jako Zielonogórzanie i Fani Falubazu nie możemy nie sponsorować także naszego klubu - przyznają właściciele.
- Poza tym pomagamy drużynie Zastalu, wspieramy piłkę ręczną... Chcielibyśmy by inni - podobnie jak my - mogli realizować
swoje zawodowe marzenia.